wyszukaj
myśl dnia
list do psychologa
Oto fragment bardzo wielu listów od rodziców, które codziennie dostaję na swoją pocztę e-mailową. Pewnie wśród czytelniczek, mam czytających teraz ten portal wiele powie o tak, ja też miałam ten problem...
?Pani Aniu!!!
Zwracam się do Pani z kilkoma pytaniami, jestem mamą 4-letniej Julki, mój problem polega na tym że Julka histeryzuje jak ją rano próbuje ubrać, jak ma sama spać w pokoju, jak ma na chwilę się sama pobawić, takie sytuacje są częste a to że Julka krzyczy że chce inną czapeczkę a to że buciki nie takie, a niech mi pani wierzy ona ma głos... Już próbowaliśmy w domu i rozmawiać z nią, i zostawiać ją jak płacze, i ją pocieszać, no niestety ja najczęściej ustępuję. Próbowałam kilka razy zostawiać Julkę jak krzyczy i czekać aż się uspokoi, czasami rano to trwa do 2-3 godzin, no a przecież ja też wychodzę do pracy, muszę jej 7-letniego braciszka Krzysia posłać do szkoły, mężowi zrobić śniadanie... Żaden ze sposobów nie działa, jestem załamana. Co by Pani zrobiła jak Julka krzyczy, histeryzuje, czas mija a ja muszę wyjść do pracy...?
Pani Basiu!
Po przeczytaniu wiadomości od pani mam kilka refleksji i pytań zarazem. Nikt jeszcze nie znalazł sposobu który by w krytycznych sytuacjach np. jak córka nie daje się ubrać, pani się spieszy, czas leci, zadziałał od razu. Julka też musi mieć czas na zaakceptowanie i zrozumienie sytuacji że jak krzyczy to mama nie mówi do niej, że rano ubiera się sama, że jak ściąga założone buty i krzyczy o chusteczkę to mama stoi cierpliwie aż ona przestanie histeryzować. To, co się działo rano i co trwało 1,5 godziny to był dopiero pierwszy krok do zmiany trudnej sytuacji, rozumiem że 1,5 godziny to długo ale ja pomyślałam sobie że to tylko 1,5 godziny i że tylko jeden dzień bez pójścia do pracy. Jest to ?koszt? związany ze zmianą zarówno dla Julki jak i dla pani, nawet taki proces uczenia dziecka samodzielności i nie histeryzowania odbywa się kosztem czegoś, tym razem czasu.
Pyta pani, co ja bym zrobiła w takiej chwili jak dziecko krzyczy, nie daje się ubrać, czas mija?
Pomyślałam, że gdybym dysponowała samochodem, to wzięłabym krzyczące i kopiące dziecko tak jak stoi i wpakowałabym do samochodu a ubrałabym w przedszkolu. Julka takim kopaniem i krzyczeniem zyskała nie tylko pani uwagę, ale też dzień z panią w domu bez przedszkola, a gdyby być może postąpiła pani aż tak radykalnie jak napisałam to Julka odczułaby, że są granice w domu i granice w relacji z mamą, których przekraczać nie wolno.
Oczywiście wiadomo, że takie radykalne sposoby jak zabranie histeryzującego dziecka w pidżamie i nieuczesanego do przedszkola nie są komfortowe.
Jak pisała pani, że ona się uspokajała jak pani siedziała w kuchni, to jak to wyglądało, co Julka wtedy robiła? Może korzystne byłoby jak pani siedzi w kuchni aby Julka miała powiedziane że ma czas na ubranie się, z minutnikiem w ręku powinno jej starczyć 20 minut, a jeżeli minutnik zadzwoni i ona nie będzie ubrana i uczesana to pani ją bierze tak jak stoi.
Czy wracać do sytuacji z rana, nie bawiąc się z Julką i tym samym karząc ją? Ja myślę, że nie, bo jak już karać dzieci to od razu po zaistniałej sytuacji a myślę że dla Julki karą i to mocną byłoby zabranie jej krzyczącej i kopiącej w tej pidżamie do przedszkola, gdzie skonfrontowała by się z innymi dziećmi, mocno by się wtedy zawstydziła.
Myślę, że dobrze byłoby nie wracać podczas popołudniowej zabawy z Julką do sytuacji z rana, jak wyjaśniać i rozmawiać to od razu po zdarzeniu jak się dziecko uspokoi, dzieci mają inne poczucie czasu i dla nich to, co rano to jest tak odległe, że mogą po prostu nie pamiętać dobrze faktów. Zresztą zabawa jest zabawą a rozmawianie o trudnych rzeczach dla Julki, czy też dla innego malucha, nie powinno być w formie zabawy tylko po prostu trzeba usiąść i zaprosić Julkę do rozmowy. Chodzi też o to, aby Julka nie dostawała takiego komunikatu od pani, że podczas zabawy mama będzie mówić o czymś, co było tak dawno (rano) i co było trudne i smutne.
A co do przytulania to myślę, że zawsze i w dużych ilościach, tworzy to w dziecku poczucie że niezależnie jak mocno nabroi to mama i tata zawsze przy nim będą i będą je wspierać, kochać itd.
psycholog Anna Suligowska
