wyszukaj
myśl dnia
Świat się hartuje
Wielka Brytania słynie z zimnego wychowu dzieci, kraje skandynawskie z rodzinnych saun, a Stany Zjednoczone z lodowatego mleka dla niemowląt. Czy te metody mają sens? Które warto przeszczepić na rodzimy grunt, by uodpornić malucha?
Większość rodziców wie, że odporność malucha wspomaga karmienie piersią i zdrowa dieta, bogata w witaminy, minerały, prebiotyki. Stosujemy ochronne szczepienia. Mówimy też często o hartowaniu, choć prawdę mówiąc chorowitego malucha zwykle nadmiernie chronimy przed chłodem. A co robi się na świecie?
Mleko po amerykańsku
Mamy ze Stanów Zjednoczonych nie podgrzewają mleka dla niemowląt. Do niemowlęcych butelek wlewają mleko prosto z lodówki. Również pokarmy stałe podają dzieciom zimne lub w temperaturze pokojowej. Niewątpliwie ułatwia im to życie - na spacerze czy w podróży nie muszą martwić się o to, gdzie podgrzać butelkę. Z medycznego punktu widzenia temperatura podawanego jedzenia nie ma większego znaczenia. To, że wolimy ciepły obiad, jest kwestią przyzwyczajenia. Warto jednak wiedzieć, że lody i inne pokarmy prosto z lodówki powinno się proponować dziecku raczej zimą niż latem. W upalne dni nagłe zmiany temperatury nie są korzystne dla śluzówki górnych dróg oddechowych i sprzyjają infekcjom.
Gołe nogi po brytyjsku
Codziennie rano na ulicach Wielkiej Brytanii - niezależnie od pory roku - widać małe dziewczynki maszerujące do szkoły w lekkich pantofelkach i białych skarpetkach. Temperatura powyżej 10°C to znak, że można zostawić w domu kurtkę, a nawet zamienić sweterek na bluzkę z krótkim rękawem. Ponieważ zima atakuje Wyspy rzadko i na krótko, śnieg czy mróz jest traktowany jak ewenement i nikt nie zaprząta sobie głowy zaopatrywaniem dzieci w grube zimowe ubrania. Za najlepsze buty na śnieg uchodzą kalosze, nierzadko noszone na nogi jedynie w skarpetkach.
Czy brytyjskie maluchy chorują częściej niż polskie? Niekoniecznie. Dzieci przyzwyczajone do przebywania w niskich temperaturach mniej chorują i łatwiej znoszą zmiany pogody. Chłód trenuje układ odpornościowy i poprawia krążenie, zimne powietrze dotlenia tkanki ciała. Najczęstszą przyczyną typowych jesienno-zimowych infekcji jest raczej przegrzewanie dzieci, niż rozsądnie dawkowany chłód.
Odporność po europejsku
Profilaktyczne podawanie dzieciom rozmaitych suplementów, popularne w Polsce, w innych krajach Europy nie spotyka się z entuzjazmem. Preparaty dla dzieci na aptecznych półkach często porastają kurzem. W Holandii podawanie dzieciom leków na "wzmocnienie odporności" jest traktowane jak hipochondria, a na matkę wycierającą dziecku nos na ulicy patrzy się jak na dziwaczkę. Francuscy rodzice stawiają na homeopatię, a infekcje górnych dróg oddechowych leczą specjalnymi zabiegami rehabilitacyjnymi, pozwalającymi na odflegmianie bez podawania nadmiaru leków. Niemcy stawiają na naturalne soki i owoce, a Włosi słynący ze zdrowej kuchni podają dziecku suplementy tylko na wyraźne zalecenie lekarza. Włoskie mamy cenią sobie również hartowanie dzieci kąpielami w morzu i zimnymi prysznicami na plaży.
Sauna po fińsku
W Finlandii zwyczaj rodzinnego raczenia się gorącym powietrzem i zimną wodą jest tak samo ważnym punktem tygodnia, jak niedzielny obiad. Te naprzemienne bodźce wpływają korzystnie na organizmy dzieci i dorosłych. Powodują lepsze ukrwienie, wzmacniają układ sercowo-krwionośny i uaktywniają siły obronne organizmu. Dzieci korzystające z sauny rzadziej chorują na zapalenie oskrzeli, astmę, grypę, nie miewają kataru. Na początek maluchowi wystarczy sesja trzyminutowa, kolejne można wydłużyć do sześciu minut. Z dzieckiem nie powinno się siadać na najwyższej półce. Po saunie malucha trzeba schłodzić, ale nie lodowatą wodą z przerębla, tylko letnim prysznicem.
Spacer po szwedzku
W Szwecji mówi się, że nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania. Szwedzkie maluchy spędzają na świeżym powietrzu, niezależnie od temperatury, śniegu, deszczu, wiatru i ostrego słońca - po kilka godzin dziennie. Są nawet przedszkola, w których dzieci spędzają cały dzień na dworze. I mniej chorują.
Zdrowe czy chore?
Polskie mamy często zatrzymują w domu nawet maluchy z niewielkim katarem. Ale co kraj to obyczaj.
Holandia: Jeśli dziecko nie gorączkuje i nie jest wyjątkowo osłabione, maszeruje do przedszkola.
Niemcy: Tylko choroby zakaźne powstrzymują niemieckich rodziców od posyłania maluchów do przedszkola.
Szwecja: Katar nie jest w Szwecji uważany za chorobę. Gorączkujące dziecko przeczekuje chorobę w domu, z lekarzem rodzice konsultują się telefonicznie. Po antybiotyk szwedzcy lekarze sięgają w ostateczności.
Wielka Brytania: Brytyjskie przedszkolaki na spacerze słychać już z daleka - głośno kaszlą i pociągają nosami.
źródło: www.edziecko.pl
